Historia procesów czarownic

2W nieco inny sposób postrzegał te procesy ówczesny biskup wrocławski Karol Ferdynand Waza, który zdecydował o powołaniu komisji mającej na celu badanie wymierzonych wyroków, ponieważ procesy zaczęły być dla komisji sądowej zadziwiająco zyskownym przedsięwzięciem. Świadczy o tym fakt, że zarząd nyski w pewnym momencie zyskał z egzekucji 11 osób ze Zlatých Hor 425 talarów. Według zachowanego oryginalnego rachunku ze Zlatych Hor sumę podzielono w następujący sposób; burmistrz – 9 talarów 6 groszy, rada w Nysie – 9 talarów 6 groszy, rada w Zlatých Horách – 18 talarów 12 groszy, wójt – 18 talarów 12 groszy, sędziowie – 18 talarów 12 groszy, pisarz miejski – 9 talarów 6 groszy, sługa miejski – 9 talarów 6 groszy. Reszta miała przypaść biskupowi. Co ciekawe, na tej specyficznej „liście płac" nie było kata, z którym dopiero rok później podpisano umowę. Według niej miał dostawać za jedną skazaną osobę 6 talarów, tygodniowe wyżywienie i dwa korce owsa. Jego pachołek natomiast otrzymywał od jednej ofiary 2 talary i bukłak wina.

Prawdopodobnie już nigdy nie zdołamy się dowiedzieć, ile naprawdę ofiar pochłonęła druga fala procesów w latach 1634-1648. Protokoły zawierające ogólnikowe informacje mówią o 26 ofiarach, co najprawdopodobniej jest tylko niewielką częścią, skoro tylko w 1641 r., w czterech przeprowadzonych w Nysie procesach skazano 16 „czarownic".

Pewne światło na nakręcanie tej spirali przemocy i okrucieństwa rzucają zachowane dokumenty rozpraw sądowych. Lata 1651-1684 były najstraszniejszym okresem procesów czarownic w księstwie nyskim. W Zemskym Archivum w Opawie zachowało się sporo ciekawych dokumentów dotyczących trzeciego okresu procesów czarownic, jest to 21 wyroków, z czego 15 zachowanych w oryginale i 6 w odpisach.

Na początku ponownie było bezpodstawne oskarżenie, tym razem chłopca z Širokeho Brodu koło Mikulovic, że podobno uczestniczył w sabacie z jedną tamtejszą czarownicą. Prawdopodobnie pierwszy wyrok śmierci na tym etapie był wydany w Nysie 23 maja 1651 r. na dwudziestoletnią Urszulę Schnurzel z Širokeho Brodu. W orzeczeniu czytamy, że „ciężko przeciwko przykazaniom bożym zgrzeszyła, od Boga, jego Matki i wszystkich miłych świętych się odwróciła a duszą i ciałem oddała się piekielnemu piekielnikowi Rolandowi, z którym wielokrotnie fizycznie obcowała, wielebną świętość zniesławiła oraz wielu ludziom czarami uszkodziła...". Wyrok wykonano w Jeseníku, chociaż nie podano w dokumentach jego daty, to zwyczajowo egzekucje przeprowadzano po trzech dniach. Los Schnurzlowej szybko podzieliło dalszych pięć kobiet, które spalono w Jeseniku 19 czerwca. Dwie z nich również pochodziły z Širokeho Brodu, jedna z Jeseníka, pochodzenia dwóch dalszych nie znamy.

Ciekawostką sentencji wydanego w tym przypadku wyroku jest brak podania jakichkolwiek przykładów wyrządzenia szkody ludziom lub ich dobytkowi, a wskazuje się jedynie na religijny charakter popełnionego przestępstwa, bez jego skonkretyzowania. Procesy szybko rozrastały się do takich rozmiarów, że znowu doszło do zbiorowych egzekucji. 19 lipca spalono siedem dalszych kobiet (trzy z Jeseníka, dwie z Mikulovic oraz po jednej z Dolni Lipovej i Adolfovic).

10 dni później, praktycznie z tych samych miejscowości, skazano na śmierć dalszych osiem. W sumie tylko w lipcu spalono 20 osób. W sierpniu w dwóch procesach skazano 13 osób. Najtragiczniejszym jednak okazał się wrzesień, kiedy to po czterech procesach życie straciły 32 osoby. We wrześniowych procesach po raz pierwszy spotykamy się z zapisem, że 24 ofiary najpierw zostały ścięte, dopiero ich zwłoki spalone na stosie. Powodem podobno miał być szczery „żal za grzechy". 12 września, w Jeseníku, w jednej egzekucji spalono żywcem 9 osób. Była to największa, a zarazem ostatnia tego typu egzekucja, przynajmniej tutaj. Od tej pory stosy stawiano już tylko dla pojedynczych ofiar, które w akcie łaski, przed wejściem na stos, wcześniej ścinano. Pomimo że wyroki wykonywano w Jeseníku, wszystkie orzeczenia zapadały w Nysie.
W tym okresie po raz pierwszy spotykamy się z imieniem późniejszego velkolosińskiego i šumperskiego inkwizytora Henryka Franciszka Bobliga z Edelstadtu (Zlatých Hor). Był on członkiem trybunału, ale także pilnym i aktywnym uczniem inkwizytora z Nysy Ferdynanda Zachera. Swój najbardziej krwawy etap kariery miał jednak nie w księstwie nyskim, lecz po drugiej stronie Jeseników, u księcia Žerotina dopiero w momencie, kiedy procesy w księstwie nyskim praktycznie zakończono. W czasie najbardziej intensywnych polowań na czarownice znowu wkroczył na scenę, jak przed laty, biskup Karol Ferdynand Waza, który ostrzegł listownie hrabiego Jerzego z Hodic przed „zbyt dokładnym i niebezpiecznym prowadzeniem procesów", „wydaje się nam... jakby jednej albo więcej osobom przytrafiło się zbyt wiele, jakby były aż nadto zastraszone i męczone". Niestety, swoją uwagą biskup niczego nie zdołał powstrzymać, a procesy w niezmienionej formie trwały dalej.

Między wyrokami śmierci od listopada 1651 r. do lutego 1652 r. znajdziemy kilka przypadków, które różniły się od wcześniejszych. Chodzi o wyroki nad osądzonymi dziećmi, co było przed laty opisywane w literaturze przedmiotu. Jak dowiodły jednak późniejsze badania, orzeczenia wyroków z podanymi zapiskami przy ich sekwencji, jak na przykład miało to miejsce przy zapadłym w Nysie wyroku z 13 grudnia 1651 r., gdzie czytamy: Barbara Kronasser z Velkich Kunětic dwa lata, Urszula Jones z Pisečnej półtorej roku itp., na szczęście, nie mówią o wieku skazanej osoby, ale o okresie, w którym podobno dana osoba miała być „na usługach diabła". Wyjaśnienie tego zjawiska można znaleźć w staraniach inkwizytorów, aby udowodnić biskupowi, że niezbędne jest wytrwanie w prowadzeniu procesów przeciwko wieloletnim sprzymierzeńcom diabła. Dlatego też w czasie trwania wizytacji biskupa w Jeseníku w 1651 r. inkwizytorzy doszli do wniosku, że wprawdzie wszyscy obywatele miasta są katolikami, ale połowa z nich prawdopodobnie oddaje się zakazanym praktykom. W ówczesnej prasie europejskiej opisywano Śląsk jako kraj przepełniony czarownicami i złymi duchami. W samych Zlatých Horách podobno 8 katów miało „pełne ręce roboty ze ścinaniem i paleniem, przy czym na raz mogli dać do pieca 6-8 sztuk plewa czarownic". Dopiero kiedy w Nysie w czasie zeznań torturowane kobiety podały nazwisko biskupiego spowiednika, wielu ludzi zorientowało się, co niosą za sobą zeznania wymuszane torturami. Bezpośrednio po tym wydarzeniu cesarz wydał zakaz prowadzenia procesów o czary.

Najwięcej informacji na temat tego tragicznego roku literatura przytacza za nyskim proboszczem Janem Feliksem Padewitzem, który w 1698 r. opisał je w „Historii kościoła św. Jakuba". Wspomina tam, przy okazji procesu 42 nyskich kobiet, o specjalnym piecu zbudowanym w pobliżu szubienicy. Chociaż nie posiadamy jakichkolwiek bliższych danych o jego wyglądzie, nie mamy również jakichkolwiek jego pozostałości, przez co można funkcjonowanie pieca poddawać w wątpliwość, to pozostaje dzisiaj najbardziej drastycznym symbolem procesów czarownic na terenie księstwa. Należy podkreślić jednak, że blisko pół wieku po tragicznym roku 1651 ksiądz Padewitz w swej pracy publicznie i jednoznacznie wypowiedział się, że największym grzechem jest wymuszanie zeznań torturami.

Odwiedziny

255445
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiąc
Poprzedni miesiąc
Wszystkie
370
578
1582
251343
4889
10954
255445
 Adres IP: 54.82.79.109
 
Copyright © Szlak czarownic po polsko - czeskim pograniczu
designed by sm32 STUDIO