Historia procesów czarownic

3Ostatnie znane z terenów księstwa nyskiego wyroki śmierci na stosie pochodzą z lat 1683-1684. 25 listopada 1683 r. był ogłoszony wyrok na Kacpra Gottwalda, a 19 lutego 1684 r. na Annę Stenzel i jej córkę Rozynę. Cała trójka pochodziła z Domašova. Pierwszy proces dotyczył osoby, która rzekomo miała uczestniczyć w sabatach odbywanych najprawdopodobniej przy Petrovych kamenech, w pobliżu najwyższego szczytu Jeseników - Pradziada. To miejsce jednak nie jest w wyroku podane, jednak przyjmowano, że właśnie tam zlatywały się wszystkie „czarownice" ze Śląska i Moraw. Zapisano jednak, że Gottwald posiadł wiedzę, dzięki której tylko myślą mógł uśmiercać dobytek i rzekomo dokonał tego na... jednej krowie, a ponad to, własną krwią zapisał się do specjalnej „czarnej księgi", w której figurowali tylko najbliżsi wspólnicy i wspólniczki diabła.

W drugim zaś protokole znajduje się zapis, że Rozyna Stenzel przy trzykrotnym przesłuchaniu, za każdym razem „dobrowolnie" się przyznała, że ze swą matką „zwiedziona straszliwą zbrodnią czarnej magii się oddała, na widłach przez komin leciała, na diabelskie spotkania na pastwiska przybywała, gdzie zgodnie z tradycją czarownic tańczyła". Oglądając dzisiaj zachowane w jesenickim muzeum narzędzia tortur, nietrudno zrozumieć absurdalność protokołów z takich przesłuchań, a słowo „dobrowolnie" jest tu kompletnie mijającym się z prawdą.
Ostatni proces na Śląsku odbył się w 1740 r. w Ścinawie nad Odrą. Jeszcze w 1775 r. mieszkańcy Nysy i okolic próbowali wywołać nową falę prześladowań kobiet oskarżonych o czary, ale próba ta została później odkryta jako zwyczajne donosicielstwo i pomówienia.

Trudno to stwierdzić jednoznacznie, ale koniec procesów czarownic można przypisać jednemu z najświatlejszych książąt nyskich, biskupowi Franciszkowi Ludwikowi Neuburgowi. Będąc już od najmłodszych lat przygotowywanym do stanu duchownego, otrzymał bardzo staranne wykształcenie, zarówno intelektualne, jak i religijno-moralne. Biskup właśnie w 1684 r. rozpoczął swe rządy w księstwie biskupim. Od początku wprowadzał liczne reformy mające poprawić położenie najuboższych warstw społeczeństwa, które jeszcze po upływie półwiecza odczuwało skutki wojny trzydziestoletniej. Największy nacisk kładł na opiekę medyczną. Ważną rolę w jej początkach, w księstwie nyskim, pełniła osoba położnej czy bardziej akuszerki. Wzywano ją nie tylko przy narodzinach dziecka, ale swoją radą służyła również w innych dolegliwościach zdrowotnych. Wybór padał najczęściej na osoby zainteresowane ziołolecznictwem, czyli te, które jeszcze niedawno za takie praktyki kończyły żywot na stosie. Często były to znachorki, co czasem budziło czujność i obawy wizytatorów kościelnych, chociaż w czasach biskupa Neuburga nikt nie ośmielił się już oskarżyć je o czary.

Na zakończenie jeszcze bardzo ważne podsumowanie całkowitej ilości ofiar polowania na czarownice. Dokładne informacje chyba już nigdy nie będą stwierdzone, ale na podstawie najwierniejszej oceny procesy w księstwie nyskim, a przede wszystkim w jego południowej części w latach 1622-1684 pochłonęły przynajmniej 250 osób. Realna liczba będzie jednak dużo większa. Tylko w wybranych miastach podgórskiej części księstwa nyskiego doliczono się blisko 200 ofiar: w Zlatých Horách - 85, w Jeseníku – 102, w Głuchołazach – 22 (w tym dwóch mężczyzn). Co ciekawe, w Głuchołazach, w odróżnieniu od pozostałych miejscowości, oskarżonych o czary nie palono na stosie, lecz wieszano na wzgórzu za miastem. Resztki postawionej tam szubienicy mieli spalić żołnierze napoleońscy w 1807 r. Niemniej dzisiaj wzgórze to oficjalnie nosi nazwę Szubienicznej Góry, a z procesami związana jest również nazwa położonego kilkadziesiąt metrów dalej urwiska skalnego, tzw. Czarciej Ambony. Na Szubienicznej Górze również zakopywano prochy ofiar. Ofiary przesłuchiwano w piwnicy tutejszego, dzisiaj nieistniejącego ratusza, wybudowanego w południowej części Rynku. Sprowadzono tam tzw. „tron czarownic" (fotel najeżony gwoździami); tortury trwały nie dłużej jak
8 dni. Sędziami był komisarz Schoenwitz oraz Pascal Nase, którzy za 12-dniowy pobyt w Głuchołazach otrzymali 90 talarów. Rolę kata pełnił Georg Hillebrand, zwany Mistrzem Jerzym, który za swoją posługę otrzymał 138 talarów i sporo baryłek wina. Koszty ogólne procesów to 748 marek, zaś z konfiskaty majątku ofiar uzyskano dochód rzędu 622 marek.

Do tragicznych wydarzeń XVII-wiecznych procesów, oprócz głuchołaskiej Szubienicznej Góry, nawiązują również inne zachowane nazwy, np., Grób Czarownicy pomiędzy Szyndzielową Kopą a Zamkową Górą w Górach Opawskich, Čertovy kameny czyli Czarci Kamień nad Jesenikiem, Čertovy kazatelny (Czarcia Ambona) koło Javornika, czy Hexen Berg, przedwojenna nazwa wzgórza na północny zachód od Nysy, tuż przy linii kolejowej do Brzegu.

Paweł Szymkowicz

Literatura:

1. Brachtl Z., Čarodějnické procesy na Jesenícku v 17.století, w: „Vlastivědné zajímavosti", Šumperk 1987
2. Korcz W., Wspólniczki diabła czyli o procesach czarownic na Ślasku w XVII wieku, Katowice 1985
3. Šindelář B., Hon na čarodějnice: západní a střední Evropa v 16.-17. století, Praha 1986
4. Šindelář B., Příspěvek k dějinám slezských procesů s čarodějnicemi se zvláštním zřetelem k procesům
frývaldovským v letech 1651-1684, w: Slezsky Sbornik nr. 44 rok 1946
5. Przybyszewski L., Czary i czarownice, Wrocław 1999
6. Wrzesiński Sz., Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich, Warszawa 2008
7. Zuber R., Jesenicko v období feudalismu do roku 1848, Ostrava 1966

Odwiedziny

174940
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiąc
Poprzedni miesiąc
Wszystkie
99
193
99
172990
8156
7874
174940
 Adres IP: 54.198.188.116
 
Copyright © Szlak czarownic po polsko - czeskim pograniczu
designed by sm32 STUDIO